środa, 17 grudnia 2014

Kaplica kości


Jednym z najciekawszych zabytków Evory jest kaplica kości przy kościele franciszkanów.
Jej wnętrze wyłożone jest kośćmi mnichów, a nastrój grozy pogłębia napis nad wejściem: Nós ossos qui estamos, pellos vossos esperamos.



Sam kościół z przełomu XV i XVI wieku - jest akurat w remoncie (w zabytkowych stropach pojawiły się dziury).



Ale to nie jego gotycką nawę główną pragnie się zwiedzić, lecz znajdującą się na tyłach kaplicę.



Wyłożona szczątkami pięciu tysięcy zakonników zebranymi z kilkunastu cmentarzy Capela dos Ossos robi mocne wrażenie już od samego wejścia - i ze względu na panujący tam tajemniczy półcień, i piętrzące się czaszki, i napis "Nós ossos qui estamos, pellos vossos esperamos" ("My, kości tu spoczywające, na wasze kości czekamy").



W kaplicy najbardziej uderza mnie to, że kości ułożono tu tak harmonijnie - z zachowaniem pełnej symetrii.



Ułożono z nich misterne linie łuków na sklepieniu, smukłe kolumny, klasyczne zwieńczenie portalu.




Portugalska kaplica składa się z trzech naw o długości 18 metrów i szerokości 11; w lewej akurat pracują specjaliści oczyszczający kości delikatnymi pędzelkami z kurzu i innych niepożądanych znaków czasu.



W pierwszej chwili człowiek jest w szoku, że komuś może przyjść do głowy następujący pomysł: a może zamiast dekorować kaplicę w Kościele Św. Franciszka jakimiś malowidłami czy kafelkami, wyłożyć ją kośćmi i czaszkami zakonników?



Czy taka inspiracja nachodzi architekta podczas porannych ablucji, czy może w trakcie rozmowy ze zleceniodawcą "zależy mi na piorunującym efekcie...", czy raczej ewoluuje w sposób oddolny?



Jeden mnich dla zgrywu przyczepia w kaplicy czaszkę kolegi i potem reszta podłapuje temat?



Otóż w przypadku Capela dos Ossos (Kaplicy Kości) w Evora dobór dekoracji miał wymiar czysto praktyczny.



W czasach średniowiecznych 42 cmentarze różnych klasztorów zabierały w mieście zbyt dużo przestrzeni.



Franciszkańskiemu Pomysłowemu Dobromirowi wpadła, więc do głowy genialna myśl, aby wykopać szczątki 5000 mnichów, przenieść je w jedno miejsce i zamiast ponownie zakopać, ozdobić nimi kaplicę.



To się nazywa kreatywność!



Ale pamiętajmy również o… memento mori.



Średniowiecze miało swój danse macabre – jedną z najpopularniejszych wówczas alegorii w literaturze i sztuce.



Ów makabryczny korowód, w którym trupy toczone przez robactwo, ludzkie mumie albo szkielety pląsają w tanecznym kręgu wespół z żywymi ludźmi, przedstawicielami wszystkich stanów, miał przypominać o nieuchronności śmierci i o równości wobec niej.



Stąd wywodzi się równie częsty w epoce średniowiecza, a później także renesansu i baroku, motyw triumfu śmierci.



Słowami memento mori pozdrawiali się (i nadal to czynią) przedstawiciele wielu zgromadzeń zakonnych. 



Czasem słowa memento mori traktowano zbyt dosłownie, gromadząc doczesne szczątki zmarłych w szczególnych ossuariach, wystawione na widok publiczny ku przestrodze i napomnieniu gawiedzi.



Tak jakby sam widok nagich kości i upiornie pustych oczodołów czaszki miał skłonić nas do bogobojnego życia w pokornym oczekiwaniu na śmierć.



Trudno wyrokować, czy dziś te szczególne miejsca naznaczone śmiercią są bardziej miejscami zadumy, refleksji i modlitwy, czy też bardziej turystyczną atrakcją, sensacją, makabrą przypominającą trochę dom strachów w lunaparku.



W Evora oprócz kości, na ścianie wiszą też dwa niezidentyfikowane ciała.



Legenda głosi, że jest to cudzołożny mężczyzna, który został potępiony przez swoją żonę.



Drugie ciało, to wg tej historii - jego syn.



Na końcu portugalskiej kaplicy znajdują się trzy napisy, które przypominają odwiedzającym, że są to szczątki umarłych ludzi, a nie eksponaty.



Napisy: "Odszedłem, ale nie umarłem", "Umrę w świetle", "Dzień, w którym umarłem jest lepszy, niż ten, w którym się urodziłem" - uzmysławiają czytającym, że śmierć jest czymś nieuchronnym, czymś co spotka każdego.

Brak komentarzy: